Wybrałem się nie tak dawno na spacer w lustrzanym odbiciu mojego życia. Taka mała przechadzka po ogrodzie życia. Dawno tam nie zaglądałem. Rupiecie wielce zakurzone, znalazłem za to przemycone siły ukrywane w głębi duszy. Wszystko co wcześniej służyło mi za oddech, spokojny umysł, który był zbudzony i wstrząśnięty w panice, został zaszufladkowany, zalany zapomnieniem, by wymyć te wczorajsze dni. Mój stary chory sad, ogród życia z niedomkniętą furtką, marwy sad. To tutaj w ciszy dojrzewało moje zło. Przez ogród płynie zimna rzeka z potem myśli, który spływał po brwi. Wszystkie te mikstury, zaklęcia, poradniki wściekłej ironi, kości wyrywane z ciała i pełno odgłosów milczących krzyków. Teraz się ze mnie śmieją, że zostałem przeklęty. Tylko czy mnie to obchodzi? Nie dla mnie smętne historie o sylwetce w czarnym świetle, w pełnym blasku księżyca, nie dla mnie już te lodowate pieśni, czy inne papierowe talerze...
Teraz czas na nowy odważny świat, bo sam Ci go zawdzięczam. Dowiedziałem się, czym jest życie. Może są to wszystkie rzeczy, które są Ci drogie, a mogą zostać zabrane przez rękę losu...?
PS. Nie wiem, czy sen pijanego idioty dobiegł końca, ale zapewne w każdej plotce trochę prawdy jest...
Z racji wielu spraw rangi prywatnej i wydarzeń, które już dawno przekroczyły dopuszczalną prędkość, wpis, który miał się tutaj pojawić, pojawi się w wyżej nieokreślonym terminie, ale na pewno w późniejszym.
Proszę pozwólcie, że się przedstawię. Byłem człowiekiem biednym i bez gustu. Kradłem dusze i zabijałem wiarę. Miałem swoje momenty zwątpienia, bólu z ciągłymi marzeniami o przeszłości. Miewałem myśli, że ten świat nie jest moim domem. Zdażał się pusty śmiech pustego mężczyzny. Dryfowałem przez rzekę rannych serc. Niegdyś zagubiony bez wieści, bez leków i używek. Unikałem spojrzeń głupców. Nie ścigałem tęczy, która nie miała końca. Szeptałem na wietrze, mówiłem sam do siebie. Smiałem się ze zdrowego niepokoju i salonów rywalizacji. Milczenie nie jest złotem, kiedy człowiek dusił się w sobie. Widziałem co widziałem i marnowałem energię na wklepywanie w klawiaturę wyrazów, by mój język mógł się wypowiedzieć. Czułem się bardzo źle, gdy byłem ślepy. Czasami moją głowę można było znaleźć na śmietniku, wtedy moja przyszłość żyła w przeszłości...
Pozwólcie, że teraz się przedstawię. Jestem człowiekiem bogatym i z gustem. Patrzę wstecz na lata, na te czasy złe, które są jak echo w moich myślach. Wszystko zostawiam za sobą, bo miałem dobre życie. Od czasu do czasu ożywiam swoją przeszłość, ale przeczekałem. Mój czas nadszedł, nie marnuje swego czasu szukając tamtych zmarnowanych lat. Teraz raz po raz, piszę te same teksty. Przez ciemną noc mojej duszy podano mi dłoń i przyszła pomoc. Wszystkie moje ciemne sprawy zaklęte w minionych latach znikają. Kiedyś byłem stary w głębi, a mam tylko 22 lata. Teraz zabawne jest, gdy przyjaciele gardzą tym, czym się stałem. To takie zabawne jest, gdy nie mogę znaleźć języka w gębie. Teraz mogę sprawić, że gdzieś głęboko w środku jesteśmy kimś. Gdybym mógł przetrwać, aby żyć raz jeszcze, nie zmieniłbym ani jednej rzeczy...
Bo dokonałem więcej w moim życiu niż niektórzy robią w dziesięciu. Wróciłbym i zrobił to wszystko jeszcze raz!